Po webinarze Cohabitatu – problemy mieszkańców cohousingów

W miniony czwartek Cohabitat zaprezentował drugi webinar poświęcony tematyce sąsiedzkich wspólnot mieszkaniowych (ang. „cohousing”). Czwórka prelegentów starała się przybliżyć „ludzką” stronę cohousingu, czyli po prostu opowiedzieć, jak żyje się w tego rodzaju wspólnotach. Sporo miejsca poświęcono zaletom mieszkania w sąsiedzkich wspólnotach mieszkaniowych, ale pojawiło się też kilka słów na temat problemów, z którymi stykają się mieszkańcy cohousingów.

Zdecydowanie najciekawszą część spotkania stanowiła wypowiedź Anny Sokołowskiej, która podzieliła się wrażeniami z odwiedzin w amerykańskich cohousingach. Anna opowiedziała o mieszkańcach tychże wspólnot i spróbowała na podstawie ich historii pokazać, jakie zalety i wady wiążą się z takim modelem mieszkania. Zwróciła uwagę na to, że cohousing stanowi zwykle dobre rozwiązanie dla rodzin z małymi dziećmi, ponieważ w sąsiedzkich wspólnotach mieszkaniowych istnieje bezpieczna przestrzeń wspólna, czyli idealne miejsce dla dziecięcych zabaw. Małe dzieci mieszkające w cohousingach nie tylko mają się gdzie bawić, ale też mają z kim. Mogą spędzać czas z wieloma rówieśnikami (innymi mieszkańcami tej samej wspólnoty), dzięki czemu uczą się zachowań prospołecznych.

Nie każde dziecko jest jednak zadowolone z mieszkania w sąsiedzkiej wspólnocie mieszkaniowej. Anna przytoczyła historię kobiety, która przeprowadziła się do cohousingu z dwunastoletnim synem. Syn nie potrafił przyzwyczaić się do mieszkania we wspólnocie, ponieważ czuł, że cały czas jest obserwowany przez dorosłych i że ma nie jedną mamę, lecz kilkanaścioro rodziców. Z historii tej wynikało, że nie zawsze dzieci (zwłaszcza starsze) dobrze przystosowują się do mieszkania w cohousingu.

Sąsiedzka wspólnota mieszkaniowa nie zawsze też jest przestrzenią przyjazną dla osób niepełnosprawnych. Anna wspomniała o wielu pozytywnych przykładach angażowania niepełnosprawnych w życie wspólnoty, ale przytoczyła oprócz tego historię pokazującą, że integracja osób niepełnosprawnych może kończyć się niepowodzeniem. Opowiedziała o rodzinie, która adoptowała dwójkę głuchych dzieci, a potem wyprowadziła się ze wspólnoty, ponieważ okazało się, że pozostali jej członkowie nie chcą uczyć się języka migowego i wchodzić w interakcję z dziećmi.

Historie opowiedziane przez Annę były bardzo ciekawe, jednak mimo wszystko pozostawiły niedosyt. Nie omówiono w ogóle problemów związanych z zaangażowaniem mieszkańców w życie wspólnoty czy wspólnym podejmowaniem decyzji. W wypowiedziach prelegentów słychać było pochwały dla cohousingu jako szkoły demokracji, dzięki której ludzie uczą się dyskutować i racjonalnie podejmować decyzje drogą konsensusu. Nie pojawił się jednak żaden głos, który poddałby w wątpliwość konsensus jako najlepszy sposób podejmowania decyzji. A nie zawsze przecież można osiągnąć pełną zgodę i dojść do punktu, w którym wszyscy członkowie wspólnoty opowiadają się za daną decyzję. Jest to szczególnie trudne w większych wspólnotach, liczących ponad 50 członków.

Jedną z takich dużych wspólnot jest chociażby Nachbarschafts-Haus Prinzenallee, berlińska spółdzielnia licząca około 80 mieszkańców. Można uznać ją za cohousing, ponieważ jej członkowie razem podejmują decyzję dotyczące wspólnoty, a oprócz tego dzielą przestrzeń wspólną, na którą składają się m.in. ogród, kawiarnia i salka koncertowa. Miałam okazję rozmawiać z byłym mieszkańcem tej wspólnoty i dowiedziałam się od niego, że mieszkańcy Nachbarschafts-Haus wcale nie podejmują decyzji drogą dochodzenia do konsensusu. Taki sposób podejmowania decyzji został uznany przez nich za nieefektywny i dlatego przeprowadzają zwykłe głosowanie zamiast żmudnie wypracowywać konsensus. Zdaniem mojego rozmówcy, zachowanie mieszkańców w trakcie głosowania nie zawsze jest racjonalne, ponieważ czasem na wyniki głosowania wpływ wywierają osobiste animozje. Zdarza się na przykład, że starsi stażem mieszkańcy dystansują się od młodszych członków wspólnoty, krytykują ich za nadmierną aktywność i blokują wysuwane przez nich inicjatywy.

Problem stanowi nie tylko przebieg głosowania, ale i frekwencja mieszkańców na spotkaniach, w trakcie których zapadają decyzje dotyczące wspólnoty. Nie wszystkim chce się w takich spotkaniach uczestniczyć. Ze wspomnień byłego mieszkańca Nachbarschafts-Haus wynika, że na 80 mieszkańców wspólnoty na comiesięcznych spotkaniach pojawia się średnio 15 do 20 osób. Rzadko przychodzą zwłaszcza mieszkańcy starsi stażem, którzy nie czują już potrzeby, żeby aktywnie angażować się w życie wspólnoty. Ludzie ci często chcą mieć po prostu święty spokój, co jest po części zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę, że historia Nachbarschafts-Haus sięga początku lat 80. Trudno oczekiwać, żeby po 30 latach mieszkania we wspólnocie najstarsi stażem mieszkańcy tryskali energią do działania. Z drugiej jednak strony rodzi to problemy, kiedy tacy mieszkańcy blokują inicjatywy osób, którym ciągle chce się działać.

Przykład Nachbarschafts-Haus pokazuje, że sąsiedzkie wspólnoty mieszkaniowe borykają się z wieloma innymi problemami niż tylko integracja dzieci czy osób niepełnosprawnych. Sądzę, że na kolejnych webinarach Cohabitatu warto by poświęcić tym kwestiom więcej uwagi, ponieważ cohousing nie jest utopią i oprócz plusów może mieć różnorakie minusy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s