Tag Archives: earthship

Earthship – mieszkać ekologicznie i nie płacić rachunków

Domy ze starych opon i innych śmieci? Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z earthshipami, wydawało mi się, że takie budynki mogą być atrakcyjne tylko dla radykalnych ekologów, ludzi szczerze oddanych idei recyklingu. Pamiętam, że rzuciłam wtedy okiem na zdjęcia z budowy pierwszego w Polsce earthshipa (ukończonego kilka miesięcy temu w Mierzeszynie obok Gdańska) i pomyślałam sobie, że trzeba mieć niezłego hopla na punkcie zrównoważonego rozwoju, żeby zamieszkać w czymś, co przypomina punkt wulkanizacji opon.

Pierwszy polski earthship w trakcie budowy (zdj. z trojmiasto.gazeta.pl).

Nie poprzestałam jednak na pierwszym wrażeniu i postanowiłam wgryźć się w temat. Mnóstwo ciekawych informacji znalazłam nie tylko na stronach anglojęzycznych (m.in. na earthship.org), ale również w polskim internecie, np. na earthship.pl czy ekocentrycy.pl. Obejrzałam zdjęcia i filmiki pokazujące gotowe earthshipy i zdałam sobie sprawę, że ukończone budynki nie tylko nie wyglądają jak sterty opon, ale często są naprawdę ładne, czego dobrym przykładem jest earthship znajdujący się w angielskim Brighton:

Z każdym kolejnym artykułem, zdjęciem czy filmikiem coraz bardziej upadała moja hipoteza, według której earthshipy miały być dziwaczną ekstrawagancją przeznaczoną wyłącznie dla radykalnych ekologów. W końcu doszłam do wniosku, że ze wszystkich pomysłów na alternatywne siedziby mieszkalne, o których ostatnio czytałam, to właśnie earthshipy są jedną z najbardziej zdroworozsądkowych propozycji. Dlaczego?

Po pierwsze, tego rodzaju domy wydają się być godnym uwagi rozwiązaniem w obliczu nadciągającego do Polski kryzysu energetycznego. Według Ministerstwa Gospodarki, już w 2016-2017 roku Polsce zagrożą niedobory prądu. Będą one wynikać ze starzenia się infrastruktury, braku nowych inwestycji oraz rosnącego zapotrzebowania na prąd. W takim kontekście trudno nie spojrzeć przychylnym okiem na domy, które są całkowicie niezależne od zewnętrznych instalacji, w tym od sieci energetycznej. Mieszkańcy earthshipów nie muszą przejmować się tym, że zabraknie im prądu, ponieważ dysponują własnymi źródłami energii – zwykle jest to kombinacja paneli słonecznych, wiatraków i zestawu baterii. W przypadku pierwszego w Polsce domu tego typu prąd pochodzi z wiatraka i kolektora słonecznego.

Słońce stanowi oczywiście źródło nie tylko energii elektrycznej, ale też i ciepła. Earthship jest zbudowany w taki sposób, by jak najmniej trzeba go było dogrzewać w zimie. Podstawowym elementem konstrukcji jest duże okno we frontowej ścianie, które jest nachylone pod takim kątem, by zimą światło wpadało głęboko, ogrzewając jak największą powierzchnię domu, a latem oświetlało tylko wąski pas podłogi, nie prowadząc tym samym do przegrzania budynku.

Ustawienie okna ściany frontowej (grafika z ivem.eldoc.ub.rug.nl)

W zimie earthshipa nie trzeba zbyt mocno (lub nawet wcale) dogrzewać za sprawą starannej izolacji termicznej budynku, a także wykorzystanych do budowy ścian materiałów. Dzięki temu, że wypełniająca opony ziemia świetnie akumuluje energię cieplną, earthship dysponuje olbrzymią masą termiczną, która latem nagrzewa się pod wpływem słońca, a zimą oddaje zmagazynowane ciepło. W rezultacie rachunki za ogrzewanie albo spadają do zera, albo drastycznie maleją. Po pierwszej zimie spędzonej w mierzeszyńskim earthshipie, jego właścicielka, Magda Egiert, twierdzi, że „To jest właśnie to, o co nam chodziło. Mieszkamy i nie płacimy rachunków”. Niestety z wywiadu, którego w maju udzieliła razem z mężem Mateuszem radiu Kaszebe, nie można się dowiedzieć, czy earthship trzeba było dogrzewać piecykiem, który właściciele zakupili kiedyś jako źródło dodatkowego ogrzewania.

Jak widać, earthshipy dają radę w zimie, skoro są całkiem popularne w Kanadzie (tu przykład z Kolumbii Brytyjskiej, znaleziony na earthship.com).

W wywiadzie z pionierami earthshipów w Polsce nie ma zbyt wielu informacji o ogrzewaniu, ale pojawia się za to ciekawa wzmianka o kosztach budowy. Okazuje się, że earthship w Mierzeszynie nie był wcale tani, bo jego właściciele oszacowali całkowity koszt budowy na około 250-300 tysięcy złotych. Jest to zaskakująco wysoka kwota, jeśli weźmie się pod uwagę, że w wypowiedziach z 2012 roku Magda Egiert podkreślała, że budowa nie kosztuje dużo, bo można kupować używane materiały „za jedną piątą ceny”. Dwa lata temu prace nad earthshipem były już mocno zaawansowane, a Dziennik Polski informował, że „Kosztorys budynku, który już stoi, opiewa na 20 tys. zł. Łącznie z wyposażeniem łazienki. – Jak buduje się dom tradycyjnymi metodami, zawsze wychodzi drożej niż się na początku myślało – mówi Magda. – A nam koszty maleją!” Niestety nie wiadomo, co się takiego wydarzyło między 2012 a 2014 rokiem, że koszty przestały maleć, a z 20 tysięcy zrobiło się niemal 300. Czy aż tak drogie okazały się instalacje?

Chociaż budowa polskiego earthshipa nie okazała się tak tania, jak to przewidywali autorzy serwisu earthship.pl (którzy optymistycznie zakładali, że średniej wielkości earthship będzie kosztował kilkadziesiąt tysięcy złotych), to trzeba pamiętać, że koszty budowy takiego domu zwracają się z każdym kolejnym miesiącem, kiedy nie trzeba płacić rachunków za media. Oszczędności są duże, ponieważ mieszkańcy earthshipów oszczędzają nie tylko na wspomnianej już elektryczności i ogrzewaniu, ale też na wodzie i kanalizacji. Earthship istnieje niezależnie od sieci wodno-kanalizacyjnej dzięki temu, że wykorzystuje wodę opadową, która poddawana jest rozbudowanemu procesowi filtracji. Dzięki systemowi filtrów tę samą wodę wykorzystać można kilkukrotnie np. najpierw do gotowania, potem do nawadniania domowych upraw, a ostatecznie do spłukiwania toalety. Kiedy woda jest już mocno zanieczyszczona, opuszcza obieg i trafia do specjalnego zbiornika,  a z niego przesącza się do grządek, które znajdują się poza domem i są odizolowane od wód gruntowych. Tam zanieczyszczenia są całkowicie neutralizowane przez odpowiednie rośliny.

System zbierania wody deszczowej (zdj. z ).

System zbierania wody deszczowej (zdj. z earthshipsolutions.com).

Z jednej strony użytkowanie earthshipa jest więc tanie, a z drugiej ekologiczne, ponieważ nie wywiera większego wpływu na środowisko. W przeciwieństwie do zwykłego domu earthship nie zużywa ogromnych ilości wody i nie produkuje masy ścieków. Trudno tego nie docenić, zwłaszcza gdy mieszka się w Polsce, gdzie zasoby wody pitnej przypadające na jednego mieszkańca są trzy razy mniejsze od średniej europejskiej, a wynoszą tyle samo, co w Egipcie. Oczywiście małe zużycie wody to tylko jeden z elementów składających się na ekologiczny charakter earthshipa, bo do tego dochodzi jeszcze niska emisja gazów cieplarnianych (za sprawą ekologicznego ogrzewania) oraz recykling produktów takich jak opony, które trudno zutylizować tradycyjnymi metodami.

Skoro earthshipy są takie ekologiczne i tanie w użytkowaniu, to czemu w Europie ciągle cieszą się małą popularnością? Można wskazać 3 podstawowe przyczyny.

Po pierwsze, ludzie są nieufni wobec pomysłu mieszkania wśród opon, pesymistycznie zakładając, że te z czasem zaczną się rozkładać i wydzielać toksyczne chemikalia. Jak jednak zauważają naukowcy, opony nie rozkładają się, jeśli nie są wystawione na działanie ekstremalnych temperatur, słońca czy tlenu. Dlatego też nie należy obawiać się opon znajdujących się w ścianach earthshipa, ponieważ z jednej strony wypełnia je ziemia, a z drugiej są pokryte grubą warstwą tynku.

Druga przyczyna małej popularności tego typu budynków to żmudny proces ich budowy. Ubijanie ziemi w oponach wymaga sporej ilości energii i czasu – na tyle sporej, że trudno wybudować earthship bez pomocy dużej ekipy (jeśli ta ekipa składa się z pracowników, a nie z wolontariuszy, jej pomoc może wygenerować niemałe koszty). O tym, że budowa earthshipa jest ciężką pracą, można się przekonać, chociażby oglądając urywki z prac budowlanych w Mierzeszynie:

Trzecią kwestię stanowią przepisy budowlane. Jak twierdzą autorzy serwisu earthship.pl w wielu krajach to właśnie restrykcyjne prawo budowlane powoduje, że earthshipów buduje się niewiele. A jak jest w Polsce? O dziwo nienajgorzej, choć oczywiście przeszkód nie brakuje, o czym świadczą następujące słowa Mateusza Egierta z 2012 roku (cytat za trojmiasto.gazeta.pl):

Musieliśmy odbiec od typowego Earthshipa (…), ponieważ prawo budowlane w kraju wyraźnie określa, z jakich materiałów można wznosić domy. Opon na tej liście nie ma. W związku z tym architekt Barbara Wojtkowska z Fundacji Królewski Szlak z Krakowa, zaprojektowała szkielet drewniany z pali, którego wypełnienie stanowią opony. Z tego samego powodu wykopaliśmy też fundamenty. I budynek będzie tylko częściowo zasypany. (…) Byliśmy też u starosty, był bardzo przychylny i obiecał przyspieszyć procedurę prawną. Już następnego dnia przysłał urzędników na wizję lokalną.

Mateuszowi i Magdzie Egiertom udało się pokonać wszystkie biurokratyczne przeszkody, co pokazuje, że przy odpowiedniej dozie determinacji można w Polsce wybudować earthship. Teraz pozostaje więc czekać na więcej informacji o tym, jak się mieszka w pierwszym polskim samowystarczalnym domu, no i oczywiście czerpać z tego pionierskiego projektu inspirację do budowy kolejnych earthshipów. Kto następny?