Tag Archives: Polska

Po lekturze „Evicted” Matthew Desmonda – 3 pytania, które warto sobie zadać o eksmisję na bruk

evicted_desmond-1024x628

Matthew Desmond (zdj z tracking-board.com).

W książce „Evicted: Poverty and Profit in the American City” („Eksmitowani – bieda i zysk w amerykańskim mieście”) Matthew Desmond przełożył na zrozumiały język wyniki setek badań na temat eksmisji prowadzonych przez socjologów i ekonomistów. Pokazał prawdziwe historie 8 niezamożnych rodzin, które zostały wielokrotnie zmuszone do opuszczenia wynajmowanych domów i mieszkań. Opisał ich losy szczegółowo i przejmująco, ponieważ przez ponad rok mieszkał z nimi po sąsiedzku. Najpierw wynajmował przyczepę w trailer parku (czyli osiedlu mobilnych domów przeznaczonych dla osób o niskich dochodach), a potem dzielił z kilkoma lokatorami dom położony w getcie. Jego zaangażowanie przyniosło imponujące efekty – napisał książkę, która idealnie łączy poruszające historie jednostek z rzeczowym opisem szerszego problemu.

„Evicted” nie jest suchym raportem przeznaczonym wyłącznie dla osób zajmujących się polityką mieszkaniową, ale lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zrozumieć, jak bardzo kształt rynku mieszkaniowego wpływa zarówno na jakość życia osób niezamożnych, jak i na funkcjonowanie lokalnych społeczności. Jej wartość doceniły już setki krytyków – trafiła na wiele list najlepszych książek 2016 roku (m.in. przygotowanych przez The New York Times czy Washington Post) i została obsypana nagrodami, np. w kwietniu uhonorowano ją nagrodą Pulitzera jako „najlepszą książkę non-fiction”. Wzbudziła też zainteresowanie czytelników za oceanem – do tego stopnia, że kiedy na wakacjach w Toronto weszłam do przypadkowej księgarni, nie musiałam pytać o możliwość sprowadzenia „Evicted” na zamówienie. Książka leżała wyeksponowana zaraz przy wejściu, na półce z bestsellerami.

Moje wakacje przypadły na okres, który niespodziewanie okazał się kluczowy dla rozwoju sytuacji mieszkaniowej w Polsce. W lipcu pojawił się projekt ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości i nie minęły dwa tygodnie, a przyjęły go i Sejm, i Senat. Po powrocie do Polski zapoznałam się z treścią tej ustawy i porzuciłam wszelkie nadzieje związane z budową niedrogich mieszkań na wynajem, którą obiecywano w ramach Mieszkania Plus. Okazało się, że państwo zapewni „rozsądny dochód” deweloperom, którzy będą budować mieszkania na gruntach otrzymanych z Krajowego Zasobu Nieruchomości. Po pierwsze, nie wszystkie wybudowane mieszkania będą trafiały do najemców z Mieszkania Plus – 30% będzie wynajmowana na wolnym rynku. Po drugie, deweloperzy nie będą musieli obawiać się, że najemcy z Mieszkania Plus będą płacić tak mało, że dojdzie do spadku wysokości średnich stawek czynszów. Maksymalna wysokość ich czynszów będzie co prawda regulowana, ale na razie wszystko wskazuje na to, że będzie ona odpowiadać aktualnym średnim rynkowym.

W propozycji rozporządzenia Rady Ministrów regulującego czynsze wyczytałam, że dla Warszawy maksymalna stawka będzie początkowo wynosić 42 zł za mkw. – co oznacza, że deweloperzy będą mogli pobierać nawet 2100 zł za mieszkanie o powierzchni 50 mkw. Najemcy będą dodatkowo ponosić opłaty administracyjne i licznikowe, więc w sumie wynajem 50 mkw. będzie mógł kosztować ich nawet 2500-2600 zł miesięcznie. Trudno uznać to za atrakcyjną ofertę dla osób niezamożnych, które nie mogą sobie pozwolić na kredyt mieszkaniowy – a przecież to do nich w teorii jest kierowana oferta mieszkań, które powstaną na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości.

Ustawę o Krajowym Zasobie Nieruchomości czytałam równolegle z „Evicted”. Nic więc dziwnego, że szczególne wrażenie zrobiły na mnie te fragmenty ustawy, które z jednej strony wskazują, że mieszkania mają być przeznaczone w pierwszej kolejności dla osób niezamożnych (w tym starszych i niepełnosprawnych), a z drugiej – umożliwiają eksmisję takich osób na bruk, tj. bez prawa do lokalu socjalnego lub tymczasowego. Dla zainteresowanych: są to art. 56.3 (kryteria pierwszeństwa w zawieraniu umowy najmu) i art. 19f.3 (zgoda najemcy na eksmisję bez prawa do lokalu socjalnego lub tymczasowego).

Żałowałam, że „Evicted” nie zostało jeszcze wydane w Polsce, ponieważ najchętniej dałabym tę książkę w prezencie każdemu, kto twierdzi, że ustawa o Krajowym Zasobie Nieruchomości korzystnie wpłynie na sytuację mieszkaniową w Polsce, a także pozwoli zrównoważyć interesy wynajmujących i najemców. Egzemplarz ze specjalną dedykacją przekazałabym prezesowi deweloperskiej firmy Grupa Inwest Piotrowi Hofmanowi, który publicznie zbagatelizował znaczenie nowych przepisów dotyczących eksmisji, mówiąc serwisowi money.pl:

ustawodawca przewidział bardzo ograniczone i jasno sprecyzowane możliwości wypowiedzenia takiej umowy. Są to: zaleganie z płatnościami czynszu łącznie ponad 4 miesiące, używanie lokalu niezgodnie z jego przeznaczeniem lub dalsze podnajmowanie lokalu bez pisemnej zgody właściciela. Każdy z najemców podpisując umowę będzie miał zatem świadomość, jakie są warunki najmu i jego zasady.

Czy to rzeczywiście są to tak bardzo ograniczone możliwości wypowiedzenia umowy przez wynajmującego? Czy nie powinniśmy się przejmować tym, że najemcy, którym zostaną wypowiedziane umowy na wyżej wymienionych podstawach, nie będą mogli bronić swoich racji w sądzie? Mam wrażenie, że mało kto wczytał się w wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich, który wezwał prezydenta, by nie podpisywał ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości. Rzecznik Praw Obywatelskich jasno wytłumaczył, że najemca nie będzie wcale równorzędnym partnerem dla wynajmującego:

Zgodnie z przyjętymi przez ustawodawcę rozwiązaniami, jeśli po rozwiązaniu umowy najmu wskutek upływu okresu wypowiedzenia i po skutecznym doręczeniu żądania opróżnienia lokalu najemca nie opróżni lokalu w wyznaczonym terminie, to właściciel lokalu składa do sądu wniosek o nadanie klauzuli wykonalności złożonemu wcześniej oświadczeniu w formie aktu notarialnego. W takiej sytuacji sąd (na posiedzeniu niejawnym – art. 766 k.p.c.) nadaje klauzulę wykonalności, która stanowi podstawę do podjęcia przez komornika działań zmierzających do opróżnienia lokalu i wydania go wierzycielowi. W tym przypadku sąd nie orzeka eksmisji i nie bada (jak to ma miejsce w innych stosunkach najmu), czy zachodzą przesłanki do otrzymania lokalu socjalnego przez osobę zobowiązaną do opuszczenia lokalu. W ogóle nie dochodzi do merytorycznego badania tych kwestii w trybie procesu sądowego. (…)

Nie do zaakceptowania jest – w mojej ocenie – przyjęta regulacja, zgodnie z którą sytuacja życiowa najemcy nie będzie podlegała ocenie żadnego organu, w tym przede wszystkim sądu i w konsekwencji zostanie on usunięty przez komornika (zgodnie z regulacją art. 1046 § 51 k. p. c.) do noclegowi, schroniska lub innej placówki zapewniającej miejsca noclegowe, wskazanej przez gminę właściwą ze względu na miejsce położenia lokalu podlegającego opróżnieniu), a więc pozbawiony lokalu mieszkalnego i faktycznie bezdomny.

Jeszcze lepiej te nierówności w stosunkach między wynajmującymi i najemcami pokazuje Matthew Desmond. W „Evicted” odnosi się do każdego z 3 podstawowych powodów, które już niedługo staną się w Polsce podstawą do eksmisji na bruk:
1. zaległości w płatnościach czynszu
2. wykraczanie w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo – poprzez swoje niewłaściwe zachowanie – powodowanie, że korzystanie z innych lokali w budynku jest uciążliwe
3. podnajmowanie mieszkania

Warto się przyjrzeć tym powodom bliżej, zwłaszcza że eksmisje na bruk bez wyroku sądowego nie będą problemem wąskiej grupy. Oprócz najemców, którzy zdecydują się zamieszkać w mieszkaniach powstałych na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości, będą na nie narażeni wszyscy, których obejmie nowa forma najmu, tzw. najem instytucjonalny. Już od 17 września tę formę najmu zaczną stosować przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą związaną z najmem.

Choć w „Evicted” Matthew Desmond koncentruje się na sytuacji w USA, to przytaczane przez niego dane dają podstawy, by zadać sobie następujące pytania o zasadność eksmisji na bruk z powodów wymienionych powyżej:

1. Czy powinno się eksmitować osoby, które zalegają z płatnościami czynszu, nawet jeśli ich opłaty za media są nadmiernie wysokie, a wynajmujący nie wykonują w mieszkaniach niezbędnych napraw?

Interesujące dane z „Evicted”

Desmond zwraca uwagę, że koszty mediów szybko rosną, a niezamożne rodziny często muszą wybierać między zapłaceniem czynszu a utrzymaniem dostępu do ogrzewania czy energii elektrycznej:

Od 2000 roku koszt paliw grzewczych i mediów wzrósł o ponad 50% za sprawą rosnącego globalnego zapotrzebowania i wygaśnięcia limitów cen. Średnio 20% niezamożnych rodzin wynajmujących mieszkania w USA nie płaci regularnie za media lub otrzymała zawiadomienie o odcięciu mediów (s. 15).

Z badań wynika, że liczba eksmisji rośnie latem, kiedy rodziny muszą spłacać zaległości w opłatach za media powstałe przez zimę (kiedy dostawcy nie mogą odcinać dostępu, więc najemcy częściej opłacają czynsze, a zalegają z opłatami za media).

Dodatkowo Desmond zauważa, że średnia wysokość opłat za media jest w przypadku niezamożnych rodzin tylko niewiele mniejsza niż w przypadku rodzin najbogatszych (116 dolarów versus 151 dolarów). Dzieje się tak, ponieważ niezamożni mieszkają zwykle w gorszym standardzie, a ich mieszkania nie są wyposażone w energooszczędny sprzęt AGD czy okna, które dobrze zatrzymują ciepło (s. 346-347).

W „Evicted” opisana jest sytuacja najemców w Milwaukee, gdzie o eksmisji decyduje sąd, ale nie jest dla niego ważne, dlaczego dochodzi do zaległości w płatnościach. Jeśli tylko zaległości występują, to jest to podstawa, by eksmitować najemcę – nawet gdy okazuje się, że właściciele nie wywiązują się ze swoich obowiązków związanych z utrzymywaniem mieszkań w dobrym stanie:

Kiedy okazało się, że starsza kobieta, która miała być eksmitowana, żyła przez miesiąc bez prądu, ponieważ właściciel mieszkania nie spieszył się z naprawą instalacji, urzędnik sądowy stwierdził: „To nie jest sprawa, którą się dzisiaj zajmujemy”. Innym razem sędzia wysłuchał najemcy, który opisał gnijącą podłogę i niedrożną instalację wodno-kanalizacyjną, po czym stwierdził: „Powiedział mi pan wszystko, poza tym że płaci pan czynsz na czas”. (s. 362)

Jak te dane mają się do mieszkań dla osób niezamożnych, które powstaną na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości

Oczywiście w przypadku mieszkań, które powstaną na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości, początkowo standard nie będzie najgorszy. Ale czy będzie naprawdę dobry? Śmiem wątpić, że deweloperzy zdecydują się na energooszczędne budownictwo, jeśli wszystkie opłaty związane z mediami będą ponosić lokatorzy. Prawdopodobnie będą to więc mieszkania dość kosztowne w utrzymaniu, co być może szybko okaże się problemem dla tych lokatorów, którzy rzeczywiście będą niezamożni. Czy będą musieli wybierać między pokrywaniem kosztów ogrzewania mieszkań a opłacaniem czynszu?

Inna sprawa to starzenie się mieszkań i konieczność wykonywania w nich niezbędnych napraw. Na pewno taka konieczność się pojawi w okresie najmu – umowy mają być standardowo podpisywane na 15 lat (w przypadku najmu bez dojścia do własności) i 30 lat (w przypadku najmu z dojściem do własności). Czy deweloperzy będą mieć motywację, żeby wywiązywać się z obowiązków związanych z utrzymywaniem mieszkań w dobrym stanie? Trudno powiedzieć, zwłaszcza że w rozdziale 8 ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości nie ma mowy o kontrolowaniu budynków pod kątem ich stanu technicznego. Przedstawiciele Krajowego Zasobu Nieruchomości będą przychodzić na kontrole wyłącznie, żeby sprawdzać, czy wszystko się zgadza w procedurach i płatnościach, na przykład czy najemcy są dobierani według kryteriów pierwszeństwa (najpierw starsi, niepełnosprawni itd.) albo czy czynsze nie przekraczają maksymalnych pułapów. Za zbyt wysokie czynsze będą kary, tymczasem za zły stan techniczny budynków urzędnicy raczej nie pociągną deweloperów do odpowiedzialności (chyba że zawiąże się jakaś współpraca między nimi a inspektoratami nadzoru budowlanego, ale na razie nic mi o niej nie wiadomo).

Istnieje więc ryzyko, że za kilkanaście lat mieszkania zaczną niszczeć, deweloperzy nie będą wykonywać w nich niezbędnych napraw, a mieszkańcy, którzy nie będą płacić czynszów (na zasadzie „zapłacę, jak naprawią”), będą eksmitowani na bruk.

2. Czy eksmisje za wykraczanie przeciwko porządkowi domowemu nie doprowadzą do ukrywania problemu przemocy domowej, a także do samowoli wynajmujących?

Interesujące dane z „Evicted”

W Milwaukee wynajmujący mogą dostawać grzywny, jeśli w ich mieszkaniach regularnie dochodzi do zakłócania porządku domowego, tj. jeśli więcej niż trzy razy w miesiącu do ich mieszkań jest wzywana policja. Takie zakłócanie porządku polega zwykle na hałasie lub na przemocy domowej. W 83% przypadków wynajmujący, których policja ostrzega przed grzywną z powodu przemocy domowej występującej w ich mieszkaniu, albo eksmitują mieszkańców, albo grożą, że zrobią to, jeśli jeszcze raz ci wezwą policję. Desmond cytuje dokumenty składane przez właścicieli do komisariatu policji w celu uniknięcia grzywien np.

Zdecydowaliśmy się eksmitować Sheilę M, która dzwoniła na policję po pomoc. Została pobita przez swojego mężczyznę, który kopie w drzwi, a potem idzie do aresztu na 1 lub 2 dni (aresztowanie i wypuszczanie z aresztu nie działa). Zasugerowaliśmy jej, żeby kupiła broń i zabiła go w obronie własnej, ale jak widać tego nie zrobiła. W związku z tym ją eksmitujemy. (s. 192)

Desmond przytacza statystyki, z których wynika, że w stanie Wisconsin z powodu przemocy domowej ginie średnio jedna osoba tygodniowo. Gorzko komentuje też wypowiedzi szefa policji w Milwaukee, który po nagłośnieniu statystyk zaapelował w mediach, by częściej dzwonić po pomoc:

Szef policji albo nie zdawał sobie sprawy, albo nie chciał ujawniać, że to zasady panujące w policji stawiały maltretowane kobiety przed okropnym wyborem: albo siedzieć cicho i znosić przemoc, albo dzwonić po pomoc i liczyć się z ryzykiem eksmisji.

Z doświadczeń Desmonda zebranych podczas pobytu w trailer parku wynika, że zakłócanie porządku to powód, który umożliwia eksmisję praktycznie każdego, jeśli odpowiednio skonstruuje się umowę najmu. Jego trailer park zabraniał m.in. trzymania zwierząt czy picia alkoholu. Kiedy wynajmujący zdecydował się eksmitować sąsiadkę Desmonda, pomimo że płaciła czynsz regularnie, szybko udało mu się znaleźć powód – uzasadnieniem wezwania do opróżnienia lokalu było posiadanie psa (s. 348).

Jak te dane mają się do mieszkań dla osób niezamożnych, które powstaną na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości

Przemoc domowa już teraz jest problemem bardzo rzadko zgłaszanym na policję. Sądzę, że zgłoszenia będą jeszcze rzadsze, gdy właściciele mieszkań będą mogli przeprowadzać szybkie eksmisje za zakłócanie porządku domowego.

Inna sprawa to definicja zakłócania porządku. Czy deweloperzy będą mogli wpisywać do umów najmu klauzule definiujące, co uznają za takie zakłócanie? Jeśli tak będzie, to pojawi się ryzyko, że zakłócanie zdefiniują na tyle szeroko, by w razie potrzeby mieć haka na każdego i móc go wyrzucić np. za posiadania zwierzęcia domowego.

3. Czy eksmisje za podnajmowanie mieszkań nie doprowadzą do sytuacji, w której ludzie będą z trudem starali utrzymywać się w za dużych mieszkaniach?

Interesujące dane z „Evicted”

Desmond zwraca uwagę, że w Milwaukee istotnym problemem jest nie przeludnienie, a „niedostateczne zaludnienie, wymuszona nadmierna konsumpcja przestrzeni mieszkalnej, na którą ludzi nie stać”. Innymi słowy, niezamożne rodziny mieszkają w mieszkaniach, które są dla nich za duże i za drogie, ale nie mają dostępu do mniejszych (na rynku ich nie ma) i nie mogą dzielić kosztów za dużych mieszkań z innymi – umowy najmu zabraniają im podnajmu. Kiedy mimo wszystko zaczynają dzielić z kimś dodatkowym mieszkanie, narażają się na ryzyko eksmisji (s. 395).

Jak te dane mają się do mieszkań dla osób niezamożnych, które powstaną na gruntach z Krajowego Zasobu Nieruchomości

Mogłoby się wydawać, że związek tych danych z polskim kontekstem jest żaden – w końcu ze statystyk wynika, że niemal co drugi Polak i Polka mieszka w przeludnionym mieszkaniu. Jednak wystarczy wyobrazić sobie starszą osobę, która wprowadzi się do mieszkania z Krajowego Zasobu Nieruchomości, a potem podupadnie na zdrowiu i nie będzie mogła już dłużej sama opłacać czynszu. Koniec końców trafi więc na bruk – albo za podnajmowanie wbrew umowie, albo za zaległości czynszowe. Deweloper teoretycznie będzie mógł jej zaproponować zamianę mieszkania na mniejsze i tańsze, ale a) nie wiadomo, czy w ogóle będzie mieć takie mieszkanie w swoim zasobie, b) taka zamiana nie będzie jego obowiązkiem, ale wyrazem dobrej woli. Prawdopodobnie sam podnajem nie będzie natomiast zależał od dobrej woli dewelopera – ustawa mówi wprost, że podnajmować będzie można tylko wybranym członkom rodziny: Najemca nie może podnajmować mieszkania. Przepisu ust. 4 nie stosuje się, jeżeli podnajem dotyczy osoby, wobec której najemca jest obciążony obowiązkiem alimentacyjnym. (art . 73.3 i 73.4).

Wierzyć mi się nie chce, że tak niebezpieczne przepisy wchodzą za chwilę w życie, a mało kto przeciw nim protestuje. List do prezydenta w sprawie zawetowania ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości podpisało na stronie Akcji Demokracji raptem 230 osób, podczas gdy apel dotyczący zakazu sprzedaży dziczyzny przez Lasy Państwowe zebrał ponad 10000 podpisów. Czy naprawdę los dzików obchodzi polskie społeczeństwo bardziej niż problem eksmisji na bruk, który może dotknąć każdego?

Pozostaje mi mieć nadzieję, że frekwencja dopisze na manifestacji „Mieszkanie plus Eksmisja”, która odbędzie się w Warszawie 17 września, czyli w dzień, kiedy ustawa wchodzi w życie. Mnie tam na pewno nie zabraknie.

 

Advertisements

Nasza mała solidarność skazanych na kredyt (na marginesie wystawy „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie)

112201_e04b245f3Kiedy zobaczyłam na przystanku plakat reklamujący wystawę „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji”, od razu zwróciłam uwagę na przymiotnik „własny”. Pojawił się nieprzypadkowo – własność jest przecież uznawana przez większość polskiego społeczeństwa za jedyną słuszną relację z zamieszkiwanym domem lub mieszkaniem. Niemal każdy chce być „na swoim”, a najem jest postrzegany jako opcja podrzędna, wybierana tylko wtedy, gdy kupno nie wchodzi w grę. Nawet osoby działające na rzecz poprawy sytuacji mieszkaniowej w Polsce mówią, że nie ma u nas co liczyć na dobrą alternatywę dla własności. „Nie wierzę w najem” – usłyszałam od nich niejeden raz. Zaciekawiło mnie, czy tę niewiarę podzielają kuratorzy wystawy. „Czy też uważają, że Polska własnym domem stoi i stać musi?” – zapytałam się w duchu, zanim weszłam na stronę internetową 8. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE, którego częścią jest wystawa.

Wyczytałam tam, że „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” to próba analizy mitu bycia na swoim w kontekście historii Polski, a zwłaszcza przejścia od socjalizmu do gospodarki rynkowej:

Przemiany gospodarcze lat 90. XX wieku zaowocowały dosłowną realizacją tytułowego hasła festiwalu: wielu Polaków faktycznie znalazło się we własnych domach. Po latach mieszkania w blokach lub w Gierkowskich jednorodzinnych „kostkach” dostali szansę zrealizowania marzeń o zindywidualizowanych formach zamieszkiwania, najczęściej na przedmieściach. Proces ten ułatwiły nowe mechanizmy finansowe, w tym wprowadzone przez banki kredyty hipoteczne.

Czy jednak dom zakupiony na kredyt rzeczywiście jest własnym domem? Jakie są skutki procesów, które masowo dotknęły polskie miasta i wsie: suburbanizacji, gentryfikacji czy masowego powstawania osiedli grodzonych? Gdzie i jak mieszkają Polacy, i dlaczego państwo wycofało się z bycia aktorem na tak ważnym społecznie polu?

dsc08534

Pytania zadane w opisie wystawy wydały mi się na tyle ciekawe, że odwiedziłam Muzeum Sztuki Nowoczesnej kilkakrotnie, a przy okazji wzięłam udział w wydarzeniach towarzyszących, takich jak oprowadzanie kuratorskie czy dyskusja otwierająca festiwal WARSZAWA W BUDOWIE. Od razu uderzył mnie dysonans między zawartością wystawy a wypowiedziami jej kuratorów – stwierdziłam jednak, że nie będę oceniać ekspozycji, zanim się z nią dokładnie nie zapoznam. Zaskoczyły mnie przede wszystkim odpowiedzi, jakich kuratorzy udzielili na pytanie o sposoby na poprawę sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Pytanie to pojawiło się podczas dyskusji otwierającej festiwal (zapis video) i stało się przyczynkiem do omówienia przekazu, który według kuratorów ma płynąć z wystawy. Tomasz Fudala stwierdził, że kuratorzy mogą „zacząć jedynie od edukacji taką wystawą, traktować ją jak narzędzie walki”.  Dorota Leśniak-Rychlak powiedziała, że trzeba pobudzać wśród klasy średniej poczucie odpowiedzialności, a także uruchamiać empatię. Dorota Jędruch poszła dalej i zasugerowała:

Słowem-kluczem tego, jak by można rozwiązać ten temat, jest słowo, które bardzo mocno kojarzy nam się z transformacją. To jest słowo solidarność. Kiedy mówimy o solidarności, czyli poczuciu wspólnoty i wyczuciu potrzeb innych, to jest chyba to. Mówimy o tym indywidualistycznym modelu, o tym, że każdy chce budować sobie prywatną utopię. Wydaje mi się, że w naszym społeczeństwie coraz mniej wiemy, jakie są realne problemy społeczne innych ludzi. Żyjemy coraz mocniej w enklawach, trochę tego nie zauważamy. Świadomość naszej rzeczywistości społecznej – i tutaj rola edukacyjna takich wystaw jak ta jest dosyć ważna – jest jakimś rozwiązaniem.

W czasie dyskusji kuratorzy więcej uwagi poświęcili wartościom, które warto promować, niż konkretnym rozwiązaniom problemów mieszkaniowych. Tomasz Fudala zaznaczył, że to chęć bycia uczciwym wobec widzów była powodem, dla którego na wystawie nie pojawiły się propozycje takich rozwiązań:

W rozmowach z ludźmi architektury [słyszeliśmy]: „Pokażcie to, taką chatkę dla bezdomnego albo to, to jest superprojekt. To powinno się robić”. To byłoby z naszej strony oszustwo, prawda? Bo kto by miał to wprowadzić? Kto mógłby to na tyle spopularyzować, żeby to zadziałało?

kuratorzy

Dyskusja otwierająca festiwal WARSZAWA W BUDOWIE z udziałem kuratorów wystawy

Zdziwiło mnie, że kuratorzy z jednej strony nie chcieli pokazywać na wystawie niczego pozytywnego, a z drugiej oczekiwali, że widzowie uwierzą w istnienie sensownych alternatyw dla zaciągania wieloletnich kredytów na domy na przedmieściach. Przesadnie optymistyczna wydała mi się nadzieja, że ludzie po wizycie w muzeum wyzbędą się choć cząstki swojego indywidualizmu i przywiązania do własności. Nadzieję taką kuratorzy wyrażali jednak nie tylko podczas dyskusji otwierającej festiwal, lecz także i w wywiadach. W programie „Pegaz” (w TVP Kultura) Tomasz Fudala opowiadał, że:

[Wystawa] uczy pewnej rozwagi: żeby do mieszkalnictwa i swoich potrzeb podchodzić z rozwagą, żeby myśleć o nich w czasie. Nie trzeba budować domu na trzy pokolenia do przodu. Możemy wynajmować mieszkanie, możemy lepiej zaplanować swoje potrzeby.

Z wszystkich wypowiedzi kuratorów wysnułam wniosek, że mieli na celu pobudzenie widzów do krytycznej refleksji nad własnymi potrzebami mieszkaniowymi, a także nad potrzebami innych (w imię wspomnianej wcześniej solidarności). Czy to się udało? Czy wystawa „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” zachęca, by wyściubić nos poza własne cztery kąty i zobaczyć swoją sytuację mieszkaniową w szerszym kontekście?

Jest kilka prac, które rzeczywiście pozwalają skonfrontować się z problemami mieszkaniowymi innych osób, a także zobaczyć, jak nasze decyzje o sposobie zamieszkiwania wpływają na otoczenie. Moje „Top 3” to:

  • „Koło fortuny” – zgrabnie nawiązuje do popularnego w latach 90 teleturnieju, a także stawia przed widzami mocną i kontrowersyjną tezę: „Wasza dobra sytuacja mieszkaniowa nie jest w pełni waszą zasługą, a zła waszą winą – to w dużym stopniu dzieło przypadku, który zadecydował, czy znaleźliście się w odpowiednim miejscu w czasie transformacji”. Można zakręcić kołem, a następnie znaleźć wylosowaną kwotę na tablicy i przeczytać, jakiej sytuacji mieszkaniowej ta kwota dotyczy. Mnie się nie poszczęściło – wygrałam 400 zł, czyli tyle, ile kosztuje co miesiąc prąd w kontenerze socjalnym.
dsc08593

Koło fortuny

  • „Kontenery” – wstrząsający film pokazujący warunki mieszkaniowe w kontenerach socjalnych. Chociaż temat nie był mi obcy, wywiady z mieszkańcami tych baraków naprawdę mnie poruszyły – zwłaszcza rozmowa z kobietą, której dzieci mają choroby układu oddechowego, a mimo to muszą mieszkać wśród grzyba i wilgoci (obecnego w kontenerach ze względu na brak izolacji termicznej). Wywiady przeplatane są planszami z wypowiedziami lokalnych polityków, którzy twierdzą, że mieszkańcy zasłużyli sobie na warunki, w których żyją. Jeśli ktoś myśli podobnie jak ci oficjele, to po obejrzeniu filmu raczej zmieni zdanie – na takie warunki nie zasługuje nikt.
  • „Matbud” – ostatnia sala poświęcona tematowi materiałów budowlanych to zestaw wywiadów z fachowcami z branży budowlanej. Szczególnie daje do myślenia rozmowa z Marcinem Popkiewiczem na temat ogrzewania i wentylacji budynków. Dowiedziałam się z niej, że ogrzewanie domów pochłania 40% całej energii zużywanej w Polsce, a także że różnica w zapotrzebowaniu na ogrzewanie między budynkiem niezaizolowanym a pasywnym jest gigantyczna (odpowiednio 300 i 8 kWh/m2 na rok). Popkiewicz obrazowo wyjaśnia, jakie są negatywne skutki niewłaściwego ogrzewania domów dla nas samych oraz naszego otoczenia – mówi m.in. o niskiej emisji, alergiach i astmie. Rozmowa jest świetną zachętą do zadania sobie pytania, czy rzeczywiście chcemy mieć dom, a jeśli tak, to czy stać nas będzie na jego odpowiednie ogrzewanie.
dsc08558

“Matbud”

Jest jeszcze parę innych prac, które mogą podważać przeświadczenie, że sytuacja mieszkaniowa jednostki jest wyłącznie jej własną sprawą np. „Tryptyk o polskiej transformacji”, kolaże z infografikami na temat sytuacji mieszkaniowej w Polsce czy wywiad z redaktor naczelną magazynu „Architektura-Murator” Ewą Porębską. Ogólnie jednak trudno uznać, by wystawa nawoływała do sprzeciwu wobec polityki mieszkaniowej, która streszcza się ciągle w haśle „Zmienić pracę i wziąć kredyt”. Są za to prace pozostawiające widzów z przeświadczeniem, że kupno na kredyt to jedyna rozsądna droga prowadząca do uzyskania mieszkania czy domu. Tak jest chociażby w przypadku wideoinstalacji „Ursa Major” Macieja Chodzińskiego, która stanowi pastisz reklam deweloperów, ale jednocześnie stawia tezę, że wynajmowanie mieszkania w Polsce jest zupełnie nieopłacalne. Na wystawie nie ma nic, co by poddawało to twierdzenie w wątpliwość – ani jednej pracy sugerującej, że najem (czy to na rynku komercyjnym, czy to w ramach TBS-ów) mógłby być w jakiś sposób sensowniejszy od kredytu na kilkadziesiąt lat. Nie potrafię więc sobie wyobrazić, jak po odwiedzeniu Muzeum Sztuki Nowoczesnej ktokolwiek miałby nabrać ochoty do wynajmowania (o czym wspominał w programie „Pegaz” kurator Tomasz Fudala). Moim zdaniem wystawa sugeruje co najwyżej, by kupować ostrożniej – uważnie sprawdzać deweloperów („Osiedle deweloperskie” Kacpra Kępińskiego) i zwracać uwagę na położenie nieruchomości, tak by nie spędzać potem godzin na dojazdach do pracy („Autodom”, „Białołęka – koszmar za kanałkiem”).

dsc08570

“Ursa Major”

Ponieważ w ramach wystawy kuratorzy nie proponują alternatyw dla własności, widzowie nie są zachęcani do solidarności, która byłaby czymś więcej niż wyborem energooszczędnego domu czy uronieniem łzy nad losem mieszkańców kontenerów. Trzeba przecież ciężko pracować na spłatę swojego kredytu – nie ma czasu na prawdziwe zaangażowanie na rzecz innych. Łatwo wyjść z muzeum z wrażeniem, że solidarność w sprawach mieszkaniowych to luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko wybrani, np. ci, którzy dostali mieszkanie od rodziny.

Czy można było tę wystawę skonstruować inaczej, tak by pokazywała solidarność nie jako luksus, lecz jako moralne zobowiązanie, które powinny odczuwać przynajmniej osoby o zaspokojonych potrzebach mieszkaniowych? Myślę, że udałoby się to, gdyby wykorzystano „Koło fortuny” do poruszenia tematu uwłaszczenia mieszkań komunalnych – najlepszego dowodu, że w czasie transformacji sytuacja mieszkaniowa zmieniała się przypadkowo, w zależności od tego, czy ktoś mieszkał w budynku, gdzie można było wykupywać mieszkania za bezcen. Analityk rynku nieruchomości Kazimierz Kirejczyk opisuje uwłaszczenie następująco (fragment z „13 pięter” Filipa Springera):

13-pieter-1

13-pieter-2

Uwłaszczenie ma ogromny wpływ na aktualną sytuację mieszkaniową milionów Polaków. Zwraca na to uwagę etnograf Mateusz Halawa, który w „Dwutygodniku” sugeruje, by nie mówić o klasach społecznych, ale o klasach mieszkaniowych – dwie rodziny o tym samym pochodzeniu mogą mieć bowiem zupełnie różną sytuację mieszkaniową:

Dwie rodziny, o których myślę, mają 5000 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe, tyle że jedna ma mieszkanie, a druga nie. Jedni odziedziczyli mieszkanie po babci, a drudzy nie. Babcie obu mężczyzn w tych rodzinach były robotnicami, ale tak się złożyło, że jedna z nich wykupiła mieszkanie zakładowe, bo jej zakład sprywatyzowano tak, że mogła to zrobić. Druga nie miała takiej okazji.

Uwłaszczenie pojawia się na wystawie tylko marginalnie: w pracy „Tryptyk o polskiej transformacji” oraz w eseju Doroty Leśniak-Rychlak zamieszczonym w katalogu. Szkoda, że nie poświęcono tej kwestii więcej miejsca – może wtedy do solidarności z osobami w złej sytuacji mieszkaniowej poczuliby się ci widzowie, którzy wygrali na loterii uwłaszczeniowej, a wszyscy zyskaliby więcej powodów, by zwątpić w prawdziwość motta z „Tamary” (spektaklu z lat 90., którego zapis jest pokazywany w ramach wystawy): „Nie ma cudów, jest tylko to, co sam zrobisz”.

DSC08577.jpg

“Tryptyk o polskiej transformacji: część 2”


PS. Wystawa trwa do 20 listopada 2016 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (ul. Nowogrodzka 84/86). Warto ją odwiedzić zwłaszcza w terminach, kiedy mają miejsce wydarzenia towarzyszące. Właśnie dzięki jednemu z takich wydarzeń zwróciłam ponownie uwagę na badania Mateusza Halawy, przy czym nie mogę powiedzieć, że jego wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zaproponował radykalnie inne spojrzenie na sytuację mieszkaniową w Polsce niż to, które wynika z wystawy – główny temat stanowiła bowiem „kultura kredytu hipotecznego”, a kwestie klas mieszkaniowych i uwłaszczenia zostały tylko lekko zaznaczone.

Z nadchodzących wydarzeń polecam zwłaszcza „Spacery materiałowe” prowadzone przez Szymona Żydka, tj. osobę, która przygotowała wspomniany wyżej „Matbud”. W czasie najbliższego spaceru, który odbędzie się 12 listopada, Żydek będzie oprowadzać po osiedlu Marina Mokotów – jednym z najbardziej znanych warszawskich osiedli grodzonych, z którym mam wątpliwą przyjemność mieszkania po sąsiedzku.

DSC08561.JPG

Spacer materiałowy po Kabatach

Gdzie znaleźć informacje o polskich wspólnotach, które mieszkają inaczej?

Kiedy zaczęłam pracować nad artykułem o cohousingu w Polsce (który ma się ukazać na łamach „Wytwórców” w najbliższych tygodniach), pojawił się pomysł, żeby stworzyć mapę polskich cohousingów. Pomysł ten jednak umarł, zanim się na dobre narodził, ponieważ okazało się, że nie ma w Polsce ani jednej grupy, którą można by uznać za cohousing.

Czym bowiem jest cohousing? To osiedle, gdzie oprócz mieszkań lub domów przeznaczonych dla poszczególnych rodzin, istnieje przestrzeń wspólna, która umożliwia mieszkańcom regularne spotkania. Może być to wspólny ogród, dom wspólnoty itp. Rozwiązania architektoniczne są różne, ponieważ cohousing stanowi inicjatywę oddolną, a jego mieszkańcy biorą udział w pracach nad projektem osiedla. Kiedy budynki i przestrzeń wspólna są już gotowe, współpraca między mieszkańcami wcale się nie kończy. Przechodzą oni do etapu wspólnego zarządzania wybudowanym osiedlem, a celem, którym im przyświeca, jest mieszkanie w przyjaznym i bezpiecznym sąsiedztwie. Ponieważ mieszkańcy chcą być dla siebie po prostu dobrymi sąsiadami, nie stawiają sobie nawzajem wymagań związanych z prowadzeniem określonego stylu życia czy przynależnością do określonej religii czy grupy politycznej. Istotą cohousingu jest otwartość na różnorodność – dlatego właśnie nie można wskazać jednej głębszej „ideologii”, która łączy wszystkich jego mieszkańców.

Mapa cohousingów w Polsce ;).

Mapa cohousingów w Polsce (jak łatwo się domyślić, mojego autorstwa ;).

Co w sytuacji, gdy mieszkańców jakaś „ideologia” łączy? Nie mamy wówczas do czynienia z cohousingiem, ale ze wspólnotą intencjonalną, czyli grupą ludzi, którzy mieszkają razem, ponieważ z jednej strony zależy im na życiu w przyjaznym sąsiedztwie, a z drugiej – chcą realizować dodatkowe cele, na przykład wyznawać wspólnie jakąś religię czy prowadzić razem ekologiczne gospodarstwo rolne. Takich wspólnot jest w Polsce przynajmniej kilkanaście. Mamy już w naszym kraju ekowioski, czyli wspólnoty, których mieszkańcy chcą żyć w zgodzie z naturą i organizują swoje osiedla w taki sposób, by miały one jak najmniejszy wpływ na środowisko (na przykład poprzez stosowanie alternatywnych źródeł energii i permakultury). Oprócz tego stosunkowo popularne są w Polsce colivingi, to jest domy zamieszkiwane wspólnie przez osoby, które łączy ta sama religia, hobby czy przynależność do jednego ruchu społecznego. Choć wspólnoty intencjonalne są w naszym kraju znacznie liczniej reprezentowane niż cohousingi, to mówi się o nich stosunkowo niewiele. Trudno też znaleźć wiarygodne i aktualne informacje na ich temat. Gdzie ich szukać?

Chyba najbardziej uporządkowany zbiór danych można znaleźć w książce Eurotopia. Living in community. Directory of communities and ecovillages in Europe, która ukazała się w zeszłym roku dzięki pracy mieszkańców niemieckiej ekowioski Sieben Linden. Książka stanowi zestawienie 429 wspólnot intencjonalnych z całej Europy, w tym z Polski. Dla każdego kraju sporządzona jest mapka, dzięki której łatwo się zorientować w położeniu poszczególnych wspólnot. Na mapce Polski zaznaczonych jest siedem wspólnot: ekoosada Bardo, ekowioska Barkowo, ekowioska Bhrugu Aranya, Bushcraft Berlin & Biber Camp Bronków, społeczność L.A.S., Przysiółek Mącze i Realearth.

mapa polski

Mapa polskich wspólnot intencjonalnych (skan z „Eurotopii”).

Każda wspólnota z mapki ma oddzielny opis, w którym – oprócz danych kontaktowych – można znaleźć informacje o:

  • dacie powstania;
  • stopniu, w którym wspólnota jest samowystarczalna żywieniowo (symbol: chłopek z taczką);
  • liczbie mieszkańców;
  • językach, które znają mieszkańcy;
  • liczbie mieszkańców, którzy pracują w obrębie wspólnoty na co dzień (symbol: młotek);
  • sposobie podejmowania decyzji;
  • sposobie finansowania wspólnoty;
  • formie własności (symbol: klucz);
  • głównych obszarach działania (symbol: biała dłoń na czarnym tle);
  • słowach-kluczach istotnych dla wspólnoty;
  • możliwości dołączenia do wspólnoty (jeśli taka istnieje, to opisowi towarzyszy symbol uśmiechniętej buźki);
  • możliwości odwiedzenia wspólnoty jako wolontariusz (jeśli taka istnieje, to opisowi towarzyszy symbol dwóch czarnych dłoni).
bardo osada

Opis polskiej ekoosady Bardo (skan z „Eurotopii”).

Jak widać na przykładzie opisu ekoosady Bardo, „Eurotopia” oferuje sporo nieźle uporządkowanych informacji, ale nie zawsze są to informacje konkretne. Nie do końca chociażby wiadomo, jaka jest struktura własności wspólnoty (z określenia „property”, czyli „własność”, niewiele wynika), ani dlaczego jednym ze słów-kluczy Barda jest „humour”, czyli „humor”. Brak też szczegółowych informacji o sposobie, w jaki osada osiąga wysoki (bo 50-procentowy) stopień samowystarczalności żywieniowej. Opis jest na tyle ogólnikowy, że raczej podsyca ciekawość niż ją zaspokaja. Na szczęście do opisu dołączone są dane kontaktowe, dzięki czemu zainteresowany czytelnik może drążyć temat dalej – odwiedzić stronę internetową wspólnoty, wysłać maila lub zadzwonić do jej mieszkańców.

Powodem, dla którego informacje zamieszczone w „Eurotopii” są często bardzo ogólnikowe, jest sposób, w jaki je zebrano. Książka powstała na podstawie ankiet, które zostały rozesłane do poszczególnych wspólnot. Ich mieszkańcy mieli swobodę w decydowaniu, na które pytania chcą odpowiadać, a ich odpowiedzi nie były weryfikowane przez żadne osoby trzecie. Autorzy nie mieli funduszy ani fizycznej możliwości, żeby odwiedzić każdą z ponad 400 wspólnot opisanych w książce, przez co nie pozostało im nic innego, jak tylko optymistycznie założyć, że informacje z odesłanych ankiet są trafne i aktualne. Trudno powiedzieć, czy tak rzeczywiście jest i czy dane dotyczące polskich wspólnot odzwierciedlają rzeczywistość. Zastanawia chociażby, w jaki sposób mieszkańcy wyliczyli stopień swojej niezależności żywieniowej…

Summa summarum, fragment „Eurotopii” poświęcony polskim wspólnotom pozostawia czytelnikowi poczucie niedosytu. Po jego lekturze nie sposób nie zadać sobie pytania: „Czy nie ma lepszego źródła informacji o polskich wspólnotach? Czy nie istnieje dokładniejsze zestawienie sporządzone przez Polaków w języku polskim?”

Niestety takie zestawienie na razie nie istnieje, a anglojęzyczna „Eurotopia” jest ciągle najlepiej opracowaną bazą informacji o wspólnotach intencjonalnych, które istnieją w naszym kraju. W polskim internecie można znaleźć kilka stron poświęconych wspólnotom intencjonalnym, ale żadna nie zawiera uporządkowanego i sprawdzonego zestawu danych.

Stosunkowo najbardziej podobna do bazy z „Eurotopii” jest baza zamieszczona na polskim portalu COHOTO, który oferuje narzędzia pomagające „organizować i zarządzać działaniami takich grup jak: „wspólnoty mieszkaniowe (mieszkania, domy, akademiki, osady); grupy tematyczne (hobbystyczne), grupy edukacyjne (muzyczne, językowe), grupy coworkingowe (kluby, zespoły, stowarzyszenia), kooperatywy spożywców itp.” (więcej informacji o narzędziach oferowanych bezpłatnie przez twórców portalu można znaleźć w zakładce „Co to COHOTO”). Grupy, które korzystają z portalu, uwzględnione są na liście grup, ale same decydują, jak szczegółowe informacje chcą udostępniać publicznie. Jeśli zależy im na zachowaniu prywatności, to nie muszą podawać miejscowości, w której się znajdują, zamieszczać opisu swoich działań, ani nawet określać, jakiego rodzaju grupę dokładnie stanowią. W rezultacie czasem trudno stwierdzić, czy konkretna grupa jest wspólnotą intencjonalną, czy może tworzą ją ludzie, którzy nie mieszkają razem, a tylko spotykają się w ramach jakiegoś stowarzyszenia czy klubu zainteresowań. Dane podawane przez członków poszczególnych grup nie podlegają weryfikacji, przez co nie wiadomo, na ile odzwierciedlają stan rzeczywisty. Jeśli jednak ktoś jest zainteresowany daną grupą, to może spróbować się z nią skontaktować i uzyskać więcej informacji – portal ułatwia nawiązywanie kontaktu, ponieważ do profilu każdej grupy dołączony jest przycisk „wyślij wiadomość do grupy”.

dwie lampy

Profil colivingu Dwie Lampy na portalu COHOTO (zrzut ekranu z cohoto.net).

Jak na razie COHOTO wydaje się najlepszym źródłem informacji o polskich colivingach, czyli domach dzielonych przez osoby o podobnych zainteresowaniach, stylu życia itp. Colivingi nie są w ogóle uwzględnione w „Eurotopii”, tymczasem na COHOTO można znaleźć wzmianki o takich polskich domach, jak wrocławskie Dwie Lampy czy Muzyczarnia.

Jeśli natomiast chodzi o polskie ekowioski, to – oprócz „Eurotopii” – można polecić następujące polskie strony internetowe:

ekoosada.pl – w dziale „Linkownia” zamieszczono kilka odnośników do stron poszczególnych ekowiosek;

polska podstrona Globalnej Sieci Ekowiosek – można tam znaleźć mapę ekowiosek w Europie, ale zaznaczone są niej tylko dwie ekowioski z Polski;

dobraidea.pl – jest tam kilka ciekawych tekstów na temat ekowiosek w Polsce, przy czym najnowszy tekst pochodzi z roku 2012;

– profil na Facebooku o nazwie „Ekowioski, Ekoosady, Alternatywne Społeczności” – chyba jest to obecnie najlepsze źródło informacji o bieżących wydarzeniach związanych z polskimi ekowioskami.

Niestety ciągle brakuje w miarę kompletnej bazy danych o polskich wspólnotach, które mieszkają inaczej – bazy ze sprawdzonymi informacjami o ekowioskach i colivingach, a w przyszłości także o cohousingach (bo wierzę, że te się wreszcie w naszym kraju pojawią). Tym bardziej więc ściskam kciuki za projekt Stowarzyszenia FREEDOM, którego celem jest stworzenie bazy polskich alternatywnych społeczności oraz opublikowanie jej w internecie. Baza ma powstać na podstawie odwiedzin w poszczególnych wspólnotach, co pozwala przypuszczać, że znajdą się w niej informacje bardziej konkretne i wiarygodne niż te, które zamieszczone są chociażby w „Eurotopii”. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej o tym projekcie, to polecam zajrzeć na Facebooka na profil „Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Freedom”.

freedom

Informacje o projekcie Stowarzyszenia FREEDOM (zrzut ekranu z Facebooka).