Tag Archives: technomadzi

Technomadzi – z laptopem przez świat (opcje dla singli)

Do niedawna myślałam, że powinnam opisywać siebie jako osobę, która nie musi przebywać w żadnym miejscu na stałe dzięki pracy wykonywanej przez internet. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie żadnej ładnie brzmiącej etykietki, bo jak niby miałam siebie określać? Jako bezdomną z wyboru? Z pomocą przyszedł mi internet, a konkretnie artykuł “Jak zostać technomadą“, który znalazłam w moim ulubionym serwisie shareable.com. Dzięki niemu dowiedziałam się, że osoby takie jak ja nazywa się technomadami. Technomadzi łączą podróże z pracą za pośrednictwem internetu. Bardzo często żyją w parach i mieszkają wspólnie w samochodach kempingowych, które służą im jako mobilne domy oraz biura. Takimi (sparowanymi) technomadami są bohaterowi artykułu z shareable.com, Cherie i Chris. A co z tymi, którzy nie mają nikogo do pary, więc trudno byłoby im utrzymać w pojedynkę samochód kempingowy? Gdzie oni mogą mieszkać i pracować?

Zastanawiając się nad tą kwestią, przyszło mi do głowy pięć opcji:

1) Hotele i hostele: opcja najbardziej oczywista, ale też najmniej atrakcyjna i najdroższa. Wybieram je rzadko, bo nie lubię pracować w pokojach wspólnych, a ceny pokojów jednoosobowych w hostelach i hotelach są przesadnie wygórowane. Zresztą, kogo na dłuższą metę bawi przebywanie w turystycznym getcie? Ja po trzech noclegach w hostelu zwykle mam dość i dlatego przy dłuższych wyjazdach staram się znaleźć inne rozwiązanie kwestii noclegu. Jest to zwykle:

2) Airbnb: serwis z pokojami i mieszkaniami oferowanymi na wynajem przez osoby prywatne. Dla mnie dużym plusem Airbnb jest możliwość wynajęcia pokoju  w mieszkaniu lub domu zamieszkanym przez tubylców, co pozwala być bliżej codziennego życia w danym miejscu.

Airbnb to opcja zwykle nieco tańsza niż hostel, zwłaszcza jeśli szuka się pokoju jednoosobowego na dłuższy czas. Ceny są najbardziej atrakcyjne w przypadku dużych miast, w których jest duży popyt i równie duża podaż (np. w Londynie, Barcelonie czy Berlinie). Nie można jednak mówić o prawdziwie tanich noclegach, ponieważ cena miesięcznego najmu przez Airbnb jest z reguły znacząco wyższa od średniej ceny za miesiąc uiszczanej w przypadku najmu na stałe. Jak znaleźć tańszy nocleg na dłuższy czas? Można przejrzeć:

3) Couchsurfing: portal, który pomaga użytkownikom w znalezieniu darmowego noclegu u innych couchsurferów. Dość łatwo wyszukać w większym mieście osobę, która zaoferuje się przygarnąć podróżnika na noc lub dwie. Ale co z dłuższymi pobytami? W takich przypadkach Couchsurfing również okazuje się pomocny, ponieważ można tam znaleźć fora tematyczne poświęcone najmowi długoterminowemu. Często na tych forach ogłaszają się osoby, które chcą wynająć swój pokój czy mieszkanie na czas podróży. Zwykle proszą o pokrycie kosztów czynszu, ale nie próbują na najmie zarobić. Dzięki temu oferowane pokoje i mieszkania są tańsze niż te, które można znaleźć na Airbnb. Mimo wszystko trzeba jednak płacić. Czy można mieszkać gdzieś dłużej za darmo? Tak, w zamian za:

4) Pracę: oferty można znaleźć na stronie helpx.net. Na helpx ogłaszają się właściciele farm, hostelów itp., którzy oferują nocleg w zamian za pracę. Nie wiem, czy jest to najlepsza opcja dla technomady, ponieważ ten zwykle ma własną pracę przez internet i przez to ograniczoną ilość czasu na wykonywanie dodatkowej pracy. Sama nigdy nie skorzystałam z helpx właśnie ze względu na własną pracę. Gdybym chciała dodatkowo pracować na farmie czy w hostelu, to chyba musiałabym harować od rana do nocy, najlepiej z laptopem w jednej ręce, a grabiami w drugiej.

5) Opiekę nad mieszkaniem (house-sitting): oferty można znaleźć na kilku portalach, np. housecarers.com. Choć sama kiedyś opiekowałam się mieszkaniami w Nowym Jorku, to zupełnie zapomniałam o tej opcji aż do dziś, kiedy przeglądałam blogi prowadzone przez różnych technomadów. Trafiłam na strony Globetrotter Girls i Hecktic Travels, podróżników, którzy nie muszą płacić za noclegi dzięki temu, że opiekują się mieszkaniami opuszczonymi tymczasowo przez właścicieli. Jest to rewelacyjna opcja, zwłaszcza dla miłośników zwierząt, bo opieka nad mieszkaniem często wiąże się z opieką nad zwierzętami. Mój cel na najbliższy rok kalendarzowy: znaleźć sobie ciekawą ofertę house-sittingu w mieszkaniu z kotem.

Advertisements

Dom na 3 miesiące

z14459912Q,Na-dachu-Wielkiego-Bazaru-w-StambuleKilka tygodni temu w Wysokich Obcasach ukazał się bardzo ciekawy wywiad z Mikiem Powellem i Jurgenem Hornem (na zdj.), dwoma podróżnikami, którzy co 3 miesiące zmieniają miejsce zamieszkania i opisują swoje doświadczenia na blogu for91days.com. Muszę przyznać, że wywiad wzbudził u mnie o wiele większe zainteresowanie niż blog, ponieważ ten drugi pisany jest z myślą o wydaniu serii przewodników i zawiera przede wszystkim opisy licznych atrakcji turystycznych. Na blogu nie doszukałam się refleksji autorów nad sensem swojego nietypowego podróżowania, za to w wywiadzie Mike i Jurgen opowiadają, co skłania ich do zatrzymywania się w każdym miejscu na 3 miesiące. Tłumaczą się następująco:

Mieszkamy w jednym miejscu trzy miesiące – tyle czasu wystarcza, żeby zanurzyć się w jego klimacie. No i większość wiz wydawana jest na 90 dni.

Trudno mi ocenić, czy rzeczywiście trzy miesiące pozwalają podróżnikom wczuć się w klimat danego miejsca, bo trochę brakuje mi na ich blogu opisów dotyczących codziennego życia i kontaktów z miejscowymi ludźmi. W każdym razie w wywiadzie Mike i Jurgen twierdzą, że ich sposób podróżowania nie tylko pozwala im dogłębnie poznawać odwiedzane miejsca, ale też sprawia, że wyzbywają się potrzeby posiadania dużej liczby przedmiotów. Mike mówi:

Rezygnacja z posiadania przedmiotów była najtrudniejsza, ale potem się okazało, że jest bardzo wyzwalająca. Bez rzeczy, które jeszcze niedawno uważaliśmy za niezbędne, żyje nam się dużo łatwiej, dużo lżej. Nawet za nimi nie tęsknimy. Dzięki temu, że mamy tak mało, mniej nas zatrzymuje.

Trochę zaskakujące, że przedmioty – a nie ludzie – są tymi, z których autorom najtrudniej zrezygnować w związku z nomadycznym trybem życia. Być może jest to znak czasów: czasów, w których przedmioty trzeba zostawiać za sobą, podczas gdy kontakt z ludźmi rzadko całkowicie się urywa, bo mamy przecież internet. Jak przyznają jednak sami podróżnicy, podtrzymywanie relacji za pośrednictwem internetu nie jest zbyt efektywne, bo stare przyjaźnie stopniowo słabną. Co więcej, trudno o nawiązanie nowych przyjaźni, bo jest na to za mało czasu.

Czy przeprowadzki co 3 miesiące wiążą się więc z poczuciem osamotnienia i wykorzenienia? Mike i Jurgen twierdzą, że nie. Ich sytuacja jest jednak o tyle dobra, że podróżują jako para, więc mogą uzyskać poczucie bliskości od siebie nawzajem. Na pewno trudniej o takie poczucie byłoby osobie podróżującej w pojedynkę. Nie jestem pewna, czy wytrzymałabym kilka lat takich przeprowadzek, gdybym miała podróżować samotnie. Już przy kilkumiesięcznych podróżach zaczyna mi doskwierać brak głębokich relacji międzyludzkich. Po kilku latach byłabym więc pewnie całkowicie wyalienowana. Jakoś nie ratuje mnie internet, bo uważam, że sieć daje złudne poczucie bezpieczeństwa i zadomowienia. Inaczej myśli Jurgen, bo jemu internet pozwala poczuć się wszędzie jak w domu:

Gdy włączam komputer, czuję, że jestem w domu. I nie ma znaczenia, jakie zdjecia wiszą wokół mnie, jaki dywan leży na podłodze i w jakim języku mówią sąsiedzi. Może więc nasz dom jest online.

Czy dom może istnieć online? Chyba wielu nastolatków odpowiedziałoby na to pytanie twierdząco, skoro połowa z nich jest przekonana, że życie bez internetu wiązałoby się ze smutkiem i poczuciem osamotnienia (zob. artykuł w Daily Mail). Dla mnie jednak internet tworzy raptem namiatkę domu. Uważam, że o ile pomaga zachować ciągłość życia intelektualnego (dając dostęp do ulubionych książek, gazet itp.), o tyle nie pozwala na podtrzymywanie relacji międzyludzkich, które byłyby tak głębokie, jak te istniejące w realu. Choć Skype i inne nowoczesne środki komunikacji internetowej dają złudzenie bezpośredniości i bliskości, zawsze pamiętam, że relacje z innymi ludźmi ulegają zmianom, kiedy z realu zostają przeniesione na poziom wirtualny. Ich intensywność emocjonalna słabnie i przez to nie jestem pewna, czy mogłabym poczuć się jak w domu w takim miejscu, w którym nie miałabym przyjaciela, z którym mogłabym wypić (niewirtualną) kawę.

Źródło zdjęcia: Wysokie Obcasy