Tag Archives: wreszcie we własnym domu

Nasza mała solidarność skazanych na kredyt (na marginesie wystawy „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie)

112201_e04b245f3Kiedy zobaczyłam na przystanku plakat reklamujący wystawę „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji”, od razu zwróciłam uwagę na przymiotnik „własny”. Pojawił się nieprzypadkowo – własność jest przecież uznawana przez większość polskiego społeczeństwa za jedyną słuszną relację z zamieszkiwanym domem lub mieszkaniem. Niemal każdy chce być „na swoim”, a najem jest postrzegany jako opcja podrzędna, wybierana tylko wtedy, gdy kupno nie wchodzi w grę. Nawet osoby działające na rzecz poprawy sytuacji mieszkaniowej w Polsce mówią, że nie ma u nas co liczyć na dobrą alternatywę dla własności. „Nie wierzę w najem” – usłyszałam od nich niejeden raz. Zaciekawiło mnie, czy tę niewiarę podzielają kuratorzy wystawy. „Czy też uważają, że Polska własnym domem stoi i stać musi?” – zapytałam się w duchu, zanim weszłam na stronę internetową 8. edycji festiwalu WARSZAWA W BUDOWIE, którego częścią jest wystawa.

Wyczytałam tam, że „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” to próba analizy mitu bycia na swoim w kontekście historii Polski, a zwłaszcza przejścia od socjalizmu do gospodarki rynkowej:

Przemiany gospodarcze lat 90. XX wieku zaowocowały dosłowną realizacją tytułowego hasła festiwalu: wielu Polaków faktycznie znalazło się we własnych domach. Po latach mieszkania w blokach lub w Gierkowskich jednorodzinnych „kostkach” dostali szansę zrealizowania marzeń o zindywidualizowanych formach zamieszkiwania, najczęściej na przedmieściach. Proces ten ułatwiły nowe mechanizmy finansowe, w tym wprowadzone przez banki kredyty hipoteczne.

Czy jednak dom zakupiony na kredyt rzeczywiście jest własnym domem? Jakie są skutki procesów, które masowo dotknęły polskie miasta i wsie: suburbanizacji, gentryfikacji czy masowego powstawania osiedli grodzonych? Gdzie i jak mieszkają Polacy, i dlaczego państwo wycofało się z bycia aktorem na tak ważnym społecznie polu?

dsc08534

Pytania zadane w opisie wystawy wydały mi się na tyle ciekawe, że odwiedziłam Muzeum Sztuki Nowoczesnej kilkakrotnie, a przy okazji wzięłam udział w wydarzeniach towarzyszących, takich jak oprowadzanie kuratorskie czy dyskusja otwierająca festiwal WARSZAWA W BUDOWIE. Od razu uderzył mnie dysonans między zawartością wystawy a wypowiedziami jej kuratorów – stwierdziłam jednak, że nie będę oceniać ekspozycji, zanim się z nią dokładnie nie zapoznam. Zaskoczyły mnie przede wszystkim odpowiedzi, jakich kuratorzy udzielili na pytanie o sposoby na poprawę sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Pytanie to pojawiło się podczas dyskusji otwierającej festiwal (zapis video) i stało się przyczynkiem do omówienia przekazu, który według kuratorów ma płynąć z wystawy. Tomasz Fudala stwierdził, że kuratorzy mogą „zacząć jedynie od edukacji taką wystawą, traktować ją jak narzędzie walki”.  Dorota Leśniak-Rychlak powiedziała, że trzeba pobudzać wśród klasy średniej poczucie odpowiedzialności, a także uruchamiać empatię. Dorota Jędruch poszła dalej i zasugerowała:

Słowem-kluczem tego, jak by można rozwiązać ten temat, jest słowo, które bardzo mocno kojarzy nam się z transformacją. To jest słowo solidarność. Kiedy mówimy o solidarności, czyli poczuciu wspólnoty i wyczuciu potrzeb innych, to jest chyba to. Mówimy o tym indywidualistycznym modelu, o tym, że każdy chce budować sobie prywatną utopię. Wydaje mi się, że w naszym społeczeństwie coraz mniej wiemy, jakie są realne problemy społeczne innych ludzi. Żyjemy coraz mocniej w enklawach, trochę tego nie zauważamy. Świadomość naszej rzeczywistości społecznej – i tutaj rola edukacyjna takich wystaw jak ta jest dosyć ważna – jest jakimś rozwiązaniem.

W czasie dyskusji kuratorzy więcej uwagi poświęcili wartościom, które warto promować, niż konkretnym rozwiązaniom problemów mieszkaniowych. Tomasz Fudala zaznaczył, że to chęć bycia uczciwym wobec widzów była powodem, dla którego na wystawie nie pojawiły się propozycje takich rozwiązań:

W rozmowach z ludźmi architektury [słyszeliśmy]: „Pokażcie to, taką chatkę dla bezdomnego albo to, to jest superprojekt. To powinno się robić”. To byłoby z naszej strony oszustwo, prawda? Bo kto by miał to wprowadzić? Kto mógłby to na tyle spopularyzować, żeby to zadziałało?

kuratorzy

Dyskusja otwierająca festiwal WARSZAWA W BUDOWIE z udziałem kuratorów wystawy

Zdziwiło mnie, że kuratorzy z jednej strony nie chcieli pokazywać na wystawie niczego pozytywnego, a z drugiej oczekiwali, że widzowie uwierzą w istnienie sensownych alternatyw dla zaciągania wieloletnich kredytów na domy na przedmieściach. Przesadnie optymistyczna wydała mi się nadzieja, że ludzie po wizycie w muzeum wyzbędą się choć cząstki swojego indywidualizmu i przywiązania do własności. Nadzieję taką kuratorzy wyrażali jednak nie tylko podczas dyskusji otwierającej festiwal, lecz także i w wywiadach. W programie „Pegaz” (w TVP Kultura) Tomasz Fudala opowiadał, że:

[Wystawa] uczy pewnej rozwagi: żeby do mieszkalnictwa i swoich potrzeb podchodzić z rozwagą, żeby myśleć o nich w czasie. Nie trzeba budować domu na trzy pokolenia do przodu. Możemy wynajmować mieszkanie, możemy lepiej zaplanować swoje potrzeby.

Z wszystkich wypowiedzi kuratorów wysnułam wniosek, że mieli na celu pobudzenie widzów do krytycznej refleksji nad własnymi potrzebami mieszkaniowymi, a także nad potrzebami innych (w imię wspomnianej wcześniej solidarności). Czy to się udało? Czy wystawa „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji” zachęca, by wyściubić nos poza własne cztery kąty i zobaczyć swoją sytuację mieszkaniową w szerszym kontekście?

Jest kilka prac, które rzeczywiście pozwalają skonfrontować się z problemami mieszkaniowymi innych osób, a także zobaczyć, jak nasze decyzje o sposobie zamieszkiwania wpływają na otoczenie. Moje „Top 3” to:

  • „Koło fortuny” – zgrabnie nawiązuje do popularnego w latach 90 teleturnieju, a także stawia przed widzami mocną i kontrowersyjną tezę: „Wasza dobra sytuacja mieszkaniowa nie jest w pełni waszą zasługą, a zła waszą winą – to w dużym stopniu dzieło przypadku, który zadecydował, czy znaleźliście się w odpowiednim miejscu w czasie transformacji”. Można zakręcić kołem, a następnie znaleźć wylosowaną kwotę na tablicy i przeczytać, jakiej sytuacji mieszkaniowej ta kwota dotyczy. Mnie się nie poszczęściło – wygrałam 400 zł, czyli tyle, ile kosztuje co miesiąc prąd w kontenerze socjalnym.
dsc08593

Koło fortuny

  • „Kontenery” – wstrząsający film pokazujący warunki mieszkaniowe w kontenerach socjalnych. Chociaż temat nie był mi obcy, wywiady z mieszkańcami tych baraków naprawdę mnie poruszyły – zwłaszcza rozmowa z kobietą, której dzieci mają choroby układu oddechowego, a mimo to muszą mieszkać wśród grzyba i wilgoci (obecnego w kontenerach ze względu na brak izolacji termicznej). Wywiady przeplatane są planszami z wypowiedziami lokalnych polityków, którzy twierdzą, że mieszkańcy zasłużyli sobie na warunki, w których żyją. Jeśli ktoś myśli podobnie jak ci oficjele, to po obejrzeniu filmu raczej zmieni zdanie – na takie warunki nie zasługuje nikt.
  • „Matbud” – ostatnia sala poświęcona tematowi materiałów budowlanych to zestaw wywiadów z fachowcami z branży budowlanej. Szczególnie daje do myślenia rozmowa z Marcinem Popkiewiczem na temat ogrzewania i wentylacji budynków. Dowiedziałam się z niej, że ogrzewanie domów pochłania 40% całej energii zużywanej w Polsce, a także że różnica w zapotrzebowaniu na ogrzewanie między budynkiem niezaizolowanym a pasywnym jest gigantyczna (odpowiednio 300 i 8 kWh/m2 na rok). Popkiewicz obrazowo wyjaśnia, jakie są negatywne skutki niewłaściwego ogrzewania domów dla nas samych oraz naszego otoczenia – mówi m.in. o niskiej emisji, alergiach i astmie. Rozmowa jest świetną zachętą do zadania sobie pytania, czy rzeczywiście chcemy mieć dom, a jeśli tak, to czy stać nas będzie na jego odpowiednie ogrzewanie.
dsc08558

“Matbud”

Jest jeszcze parę innych prac, które mogą podważać przeświadczenie, że sytuacja mieszkaniowa jednostki jest wyłącznie jej własną sprawą np. „Tryptyk o polskiej transformacji”, kolaże z infografikami na temat sytuacji mieszkaniowej w Polsce czy wywiad z redaktor naczelną magazynu „Architektura-Murator” Ewą Porębską. Ogólnie jednak trudno uznać, by wystawa nawoływała do sprzeciwu wobec polityki mieszkaniowej, która streszcza się ciągle w haśle „Zmienić pracę i wziąć kredyt”. Są za to prace pozostawiające widzów z przeświadczeniem, że kupno na kredyt to jedyna rozsądna droga prowadząca do uzyskania mieszkania czy domu. Tak jest chociażby w przypadku wideoinstalacji „Ursa Major” Macieja Chodzińskiego, która stanowi pastisz reklam deweloperów, ale jednocześnie stawia tezę, że wynajmowanie mieszkania w Polsce jest zupełnie nieopłacalne. Na wystawie nie ma nic, co by poddawało to twierdzenie w wątpliwość – ani jednej pracy sugerującej, że najem (czy to na rynku komercyjnym, czy to w ramach TBS-ów) mógłby być w jakiś sposób sensowniejszy od kredytu na kilkadziesiąt lat. Nie potrafię więc sobie wyobrazić, jak po odwiedzeniu Muzeum Sztuki Nowoczesnej ktokolwiek miałby nabrać ochoty do wynajmowania (o czym wspominał w programie „Pegaz” kurator Tomasz Fudala). Moim zdaniem wystawa sugeruje co najwyżej, by kupować ostrożniej – uważnie sprawdzać deweloperów („Osiedle deweloperskie” Kacpra Kępińskiego) i zwracać uwagę na położenie nieruchomości, tak by nie spędzać potem godzin na dojazdach do pracy („Autodom”, „Białołęka – koszmar za kanałkiem”).

dsc08570

“Ursa Major”

Ponieważ w ramach wystawy kuratorzy nie proponują alternatyw dla własności, widzowie nie są zachęcani do solidarności, która byłaby czymś więcej niż wyborem energooszczędnego domu czy uronieniem łzy nad losem mieszkańców kontenerów. Trzeba przecież ciężko pracować na spłatę swojego kredytu – nie ma czasu na prawdziwe zaangażowanie na rzecz innych. Łatwo wyjść z muzeum z wrażeniem, że solidarność w sprawach mieszkaniowych to luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko wybrani, np. ci, którzy dostali mieszkanie od rodziny.

Czy można było tę wystawę skonstruować inaczej, tak by pokazywała solidarność nie jako luksus, lecz jako moralne zobowiązanie, które powinny odczuwać przynajmniej osoby o zaspokojonych potrzebach mieszkaniowych? Myślę, że udałoby się to, gdyby wykorzystano „Koło fortuny” do poruszenia tematu uwłaszczenia mieszkań komunalnych – najlepszego dowodu, że w czasie transformacji sytuacja mieszkaniowa zmieniała się przypadkowo, w zależności od tego, czy ktoś mieszkał w budynku, gdzie można było wykupywać mieszkania za bezcen. Analityk rynku nieruchomości Kazimierz Kirejczyk opisuje uwłaszczenie następująco (fragment z „13 pięter” Filipa Springera):

13-pieter-1

13-pieter-2

Uwłaszczenie ma ogromny wpływ na aktualną sytuację mieszkaniową milionów Polaków. Zwraca na to uwagę etnograf Mateusz Halawa, który w „Dwutygodniku” sugeruje, by nie mówić o klasach społecznych, ale o klasach mieszkaniowych – dwie rodziny o tym samym pochodzeniu mogą mieć bowiem zupełnie różną sytuację mieszkaniową:

Dwie rodziny, o których myślę, mają 5000 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe, tyle że jedna ma mieszkanie, a druga nie. Jedni odziedziczyli mieszkanie po babci, a drudzy nie. Babcie obu mężczyzn w tych rodzinach były robotnicami, ale tak się złożyło, że jedna z nich wykupiła mieszkanie zakładowe, bo jej zakład sprywatyzowano tak, że mogła to zrobić. Druga nie miała takiej okazji.

Uwłaszczenie pojawia się na wystawie tylko marginalnie: w pracy „Tryptyk o polskiej transformacji” oraz w eseju Doroty Leśniak-Rychlak zamieszczonym w katalogu. Szkoda, że nie poświęcono tej kwestii więcej miejsca – może wtedy do solidarności z osobami w złej sytuacji mieszkaniowej poczuliby się ci widzowie, którzy wygrali na loterii uwłaszczeniowej, a wszyscy zyskaliby więcej powodów, by zwątpić w prawdziwość motta z „Tamary” (spektaklu z lat 90., którego zapis jest pokazywany w ramach wystawy): „Nie ma cudów, jest tylko to, co sam zrobisz”.

DSC08577.jpg

“Tryptyk o polskiej transformacji: część 2”


PS. Wystawa trwa do 20 listopada 2016 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (ul. Nowogrodzka 84/86). Warto ją odwiedzić zwłaszcza w terminach, kiedy mają miejsce wydarzenia towarzyszące. Właśnie dzięki jednemu z takich wydarzeń zwróciłam ponownie uwagę na badania Mateusza Halawy, przy czym nie mogę powiedzieć, że jego wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zaproponował radykalnie inne spojrzenie na sytuację mieszkaniową w Polsce niż to, które wynika z wystawy – główny temat stanowiła bowiem „kultura kredytu hipotecznego”, a kwestie klas mieszkaniowych i uwłaszczenia zostały tylko lekko zaznaczone.

Z nadchodzących wydarzeń polecam zwłaszcza „Spacery materiałowe” prowadzone przez Szymona Żydka, tj. osobę, która przygotowała wspomniany wyżej „Matbud”. W czasie najbliższego spaceru, który odbędzie się 12 listopada, Żydek będzie oprowadzać po osiedlu Marina Mokotów – jednym z najbardziej znanych warszawskich osiedli grodzonych, z którym mam wątpliwą przyjemność mieszkania po sąsiedzku.

DSC08561.JPG

Spacer materiałowy po Kabatach

Advertisements